Szukaj

wtorek, 27 września 2016

Badanie kariotypu

Badanie kariotypu ma na celu wykluczenie wad genetycznych. Gdyby takowe występowały oznaczałoby to, że nie możesz rozpocząć leczenia hormonalnego, bo tak naprawdę podłoże Twojego problemu nie leży w niezgodności płci biologicznej z płcią odczuwaną psychicznie, tylko w chorobie genetycznej. Badanie to jest kosztowne. W zależności od miejsca, w którym będziemy je wykonywać możemy zapłacić za nie od 300 zł do nawet 1000 zł! Ja dzięki mojemu seksuologowi dostałam skierowanie do poradni genetycznej w Łodzi dzięki czemu NFZ je pokryje :) Darmowe badanie wiąże się oczywiście z kolejką, do której trzeba się uprzednio zapisać. Spodziewałam się odległego terminu ,ale data 27 września przeszła moje najśmielsze oczekiwania. W momencie gdy się zapisywałam mieliśmy maj. Daje to nam 5 miesięcy czekania! Sama rejestracja przebiegła bez problemów. Możemy zarejestrować się telefonicznie. Będziemy jednak musieli dostarczyć nasze skierowanie w ciągu 14 dni roboczych. Mamy dwie opcje, za pomocą których można je dostarczyć: wysłać pocztą bądź dostarczyć osobiście. Ja wybrałam opcję numer dwa ,żeby nieco wcześniej dowiedzieć się jak wygląda budynek i gdzie odbędzie się badanie.

Kariotyp to kompletny zestaw chromosomów komórki somatycznej organizmu. Kariotyp jest cechą charakterystyczną dla osobników tego samego gatunku, tej samej płci oraz dotkniętych tymi samymi aberracjami chromosomowymi (albo całkowicie zdrowymi).
W kariotypie wyróżnia się autosomy (u człowieka 22 pary) oraz chromosomy płci.


Więcej informacji dotyczących kariotypu możecie znaleźć tutaj                       



Badanie kariotypu rozpoczyna się od krótkiego wywiadu z jednym z lekarzy. Będziemy pytani o nasz stan zdrowia, przyjmowane leki i ewentualne choroby/operacje jakie przeszliśmy. Lekarza interesuje również stan zdrowia rodziców, rodzeństwa rodziców, a nawet naszego kuzynostwa. Osobiście o tym nie wiedziałam i nie byłam na to przygotowana, ale w miarę dobrze znam sytuację rodzinną więc odpowiedziałam na wszystkie pytania. Po wywiadzie zostałam skierowana do pokoju obok, w którym została pobrana krew do dwóch pojemniczków. Wynik badania będzie możliwy do odbioru za około 6 tygodniu chociaż można zadzwonić do szpitala nieco wcześniej i zapytać o nasze badanie. Myślę, że wartym uwagi elementem jest wypisany na kartce powód, przez który wykonywane jest badanie. Fakt ten nikogo nie dziwił i nie budził zniechęcenia. Zostałam potraktowana przez wszystkich sympatycznie bez zbędnych uprzedzeń :)
Czytaj dalej »

poniedziałek, 26 września 2016

Pierwsza transpłciowa rodzina w Ameryce Południowej

Sporo czasu zajęło mi zastanawianie się nad tym czy ten post powinien ujrzeć światło dzienne i trafić na mojego bloga.

Fernando Machado i Diane Rodriguez, pochodzący z Ekwadoru, są pierwszą transpłciową rodziną w Ameryce Południowej, która doczekała się własnego dziecka. Para spotykająca się od 2013 roku jest znana ze swojej aktywistycznej działalności w związku z czym postanowili nagłośnić informację o ich nowym członku rodziny - Ślimaczku (tak nazywają dziecko Fernando i Diane'a).

Dlaczego zastanawiałam się nad tym, czy ta informacja powinna znaleźć się na moim blogu? Haczyk tkwi w słowie, które podkreśliłam. Diane'a jako transpłciowa kobieta nie jest w stanie zajść w ciąże. Dziecko urodził jej partner Fernando. Budzi to we mnie sporo kontrowersji. Jakim cudem tego dokonał? Nie przeszedł operacji na narządach płciowych. Mogę zrozumieć poświęcenie na jakie zdecydował się pan Machado, ale burzy ono moją wizję świata i to z czym walczą na co dzień osoby transseksualne. Niezależnie od płci, każda osoba transseksualna pragnie być postrzegana zgodnie ze swoją płcią przeżywaną. Fakt, że Fernando urodził dziecko przekreśla szansę na to, że będzie postrzegany jako mężczyzna. Faceci nie są stworzeni do rodzenia potomstwa i nie w ich naturze leży ta dola. Tutaj rodzi się pytanie czy Fernando Machado faktycznie jest osobą transseksualną i czy określanie go tym mianem jest odpowiednie do zaistniałej sytuacji. Tłumaczenie, że był to jednokrotny zabieg, również jest błędne. Para wypowiedziała się, że planuje kolejne dziecko, które również urodzi partner pani Dian'y. 

Sprawę oraz opinię na jej temat pozostawiam wam. Jak uważacie? Takie rzeczy powinny mieć miejsce? Czy transseksualny mężczyzna powinien rodzić dzieci i czy nie wpływa to na sposób w jaki jest postrzegany?
Czytaj dalej »

czwartek, 15 września 2016

Transpłciowa modelka w polskim Top Model

We wrześniu ruszyły kolejne edycje popularnych programów, w tym Top Model na kanale TVN. W ostatnim odcinku poznaliśmy Kamilę Warzechę, kolejną już w historii programu transpłciową, po Michalinie Manios, modelkę. Przypomnijmy, że Top Model to reality show, w którym widzowie głosują na najlepszą nową modelkę lub modela.



Nazywam się Kamila Warzecha, choć wszyscy mówią do mnie Kamil. Jestem osobą transpłciową w trakcie zmiany płci.
Tymi słowami w ostatnim odcinku Top Model przedstawiła się jury jedna z uczestniczek programu. 

Kim jest Kamila?

W ostatnim odcinku pochodząca z Opola Kamila opowiadała o swoim dorastaniu i nie ukrywała, że "jej wnętrze nie było zgodne z tym, co miała w dokumentach, uświadomiła sobie już w dzieciństwie". Dziewczyna opowiadała, że zawsze wolała bawić się lalkami i interesowała ją moda, ale nie widziała w tym nic złego, bo - "byłam sobą". Nie zabrakło i wypowiedzi mamy Kamili, która przyznała, że nie jest to dla niej prosta sytuacja, ale "To jest dziecko, trzeba je kochać bezwarunkowo. Urodził się chłopcem, a chce zostać kobietą. A ja jako matka zrobię wszystko żeby mu w tym pomóc".

Jak jury potraktowało Kamilę? Były niestosowne komentarze o hormonach, braku biustu i o tym, że Kamila jest wciąż w trakcie korekty płci. Jurorzy nie wiedzieli też, czy traktować dziewczynę jako modela, czy modelkę. Gdy ta zaprezentowała się w sukience - nie ukrywali jednak swojego oczarowania i zapowiedzieli, że przechodzi do kolejnej części programu.


Dam sobie radę w programie, dawałam radę przez tyle lat, dam sobie radę i teraz.
Skomentowała Kamila.

Zdjęcie Kamili możecie zobaczyć tutaj.


Źródło: www.queer.pl
Czytaj dalej »

niedziela, 11 września 2016

Badanie RTG i EEG

Niedawno wróciłam z elektroencefalografii głowy, badania potocznie zwanego EEG. Jeśli chcecie dowiedzieć się o nim nieco więcej od strony medycznej to zapraszam na tutaj: Czym jest badanie EEG? Zrobiłam je w prywatnej przychodni ze względu na ograniczenie czasowe. Za niedługo wyjeżdżam więc nie na rękę było dla mnie czekanie na ewentualne miejsca w pobliskim szpitalu w listopadzie lub grudniu. Dobra wiadomość jest taka, że istnieją placówki, w których EEG można wykonać za darmo.


Całe badanie jest całkowicie bezbolesne. Zajmuje ono od 30 do 40 minut. Na głowę zakładana jest gumowa siateczka wraz z czujnikami. Później kładziemy się wygodnie na łóżku i zamykamy oczy. Co musimy robić podczas takiego badania? Wykonywać polecenia osoby, która je przeprowadza: zamknąć/otworzyć oczy, oddychać spokojnie/głęboko. Pod koniec w waszą stronę skierowane będzie pulsujące światło. Nie bójcie się, nie oślepniecie :) Na tym badanie się kończy, a opis będzie możliwy do odebrania za tydzień chociaż pani w recepcji poinformowała mnie, że można do nich zadzwonić nieco wcześniej.

Badanie RTG zrobiłam kilka dni wcześniej. Co to jest RTG? W miejscowym szpitalu zdjęcie można zrobić bez kolejek. Wchodzimy, robimy i wychodzimy :) Cena badania wyniosła mnie 50 zł chociaż w internecie można znaleźć różne ceny. Zapewne zależy ona od miejsca, w którym je wykonujemy. Wszystko trwało około 10 minut, wliczając w to wypełnianie danych osobowych. Na samym początku zakładamy kamizelkę, która nie przepuszcza promieni rentgena. W efekcie otrzymujemy wyłącznie zdjęcie siodełka tureckiego :) Minus jest taki, że kamizelka całkiem sporo waży i ruchy w niej są ograniczone. Zdjęcie było wykonywane jest pozycji siedzącej. Ustawiamy głowę w odpowiednim miejscu, pozycjach i gotowe! Po zdjęciu kamizelki wręczana jest nam płyta wraz ze zdjęciami głowy. Na opis trzeba poczekać około tygodnia, tak jak ma to miejsce w przypadku EEG.
Czytaj dalej »

poniedziałek, 5 września 2016

Czwarta wizyta u psychologa

Pełna irytacji, w dodatku na ostatnią chwilę, dotarłam do psychologa na czwartą wizytę. Jak już wcześniej pisałam ... na spotkania muszę dojeżdżać, a ze względu na prace drogowe o mały włos, a spóźniłabym się do pani Maschery. Na szczęście wpadłam przez drzwi w chwili gdy pani doktor szła w stronę poczekalni, żeby zaprosić mnie do pokoju. Kierując się w stronę gabinetu postanowiłam zapytać o test składający się z 567 pytań, którego wynik chodził za mną krok w krok i niepokoiły od czasu jego ukończenia. Dowiedziałam się, że pani doktor wyniki wszystkich testów oraz rozmów omawia na ostatniej, podsumowującej wizycie. Na niej każdy wynik jest omawiany i wyjaśniany. 

Czeka Cię kilka wizyt u psychologa, na których przeprowadzi z Tobą rozmowę i zrobi testy psychologiczne. Na końcu wystawi opinię dla sądu i Twojego lekarza prowadzącego.
Więcej informacji dotyczących psychologów znajdziesz na tej stronie

Po wejściu do pokoju zobaczyłam, czekające już na mnie pudełko. Jak się okazało, znajdowały się w nim testy, które miała zaplanowane pani Maschera. Zaczęłyśmy od pytań dotyczących różnych dziedzin (historia, polityka, biologia itd). Podejrzewam, że był to test na inteligencję. Drugi test był dla mnie najtrudniejszy ... musiałam powtarzać za panią doktor ciąg liczb. Z początku były to trzy liczby, ale ich ilość szybko wzrosła do 6 bądź 7. Później był jeszcze wyższy poziom trudności. Ciągi liczb musiałam powtarzać od końca. Po morderczej matematyce przyszła kolej na coś nieco prostszego. W jak najszybszy sposób musiałam wskazać brakujący element na rysunku, np. brak klamki w drzwiach. Nie odchodząc od tematu rysunków, przeszłyśmy do kolejnego testu. Moim zadaniem było ułożenie z rozsypanych elementów spójnej historyjki. Oczywiście test był na czas. Ostatnim wyzwaniem, nieco skomplikowanym, było tworzenie definicji słów. Przede mną znajdowała się kartka A4 z rożnymi wyrazami, a ja musiałam utworzyć ich definicję bądź wyjaśnić czym jest dana rzecz. Wszystkie pięć testów zajęło mi nieco ponad godzinę czasu. Drugie tyle czeka mnie podczas następnej wizyty. Ponoć udało mi się przejść przez połowę zadań w czasie, którym dysponowała dla mnie pani doktor.
Czytaj dalej »